wstajemy z łóżka - blog

Budzenie dzieci bez awantury

Budzenie dzieci na czas i nakłonienie ich, żeby wstały z łóżka bez awantury to sztuka.

Poranek z dobrym humorem to sama przyjemność. W jaki sposób ułatwić sobie to wymagające zadanie, które dogania nas każdego dnia?

 

Myśli w głowie

Spotkałem się kiedyś z takim twierdzeniem, że pierwsza myśl rano, to ostatnia myśl z dnia poprzedniego. 

W związku z tym postanowiłem wypróbować to na sobie i zacząłem kończyć dzień ze świadomym pozytywnymi myślami. Obojętnie jakimi, coś szczęśliwego z minionego dnia, coś o czym marzę, itp. Rano po przebudzeniu micha mi się uśmiechała. Działało. Czasami miałem zły dzień i wieczorem nie skupiałem się na tym o czym myślę. Rano jakiś niesmak od razu jak otworzyłem oczy. Znów zadziałało. 

Wydawało się to śmieszne, ale w związku z tym, że działa, zaczęliśmy stosować to na większą skalę.

 

Bezstresowe poranki.

Marzenia ściętej głowy 😅

 

Czym jest dla mnie stres? Bo przede wszystkim bezstresowy to dopiero wtedy, gdy go nie ma. 

Stres to moja reakcja na jakieś zachowanie innych ludzi.

Nerw, jak nie idzie po mojej myśli.

Piana na zębach, jak muszę wszystkich pilnować i poganiać. 

Dzieci nie zawsze są wdzięcznym materiałem do współpracy. Argumenty nie działają, prośby, groźby to utopia. 

A czas goni!

 

My zaczynamy poranne wstawanie wieczorem poprzedniego dnia.

Tak! Tak samo jak wieczór, poranek też jest zaplanowany i realizowany krok po kroku. 

A zatem dzień kończymy z dziećmi pozytywnymi, szczęśliwymi myślami, wspomnieniami z całego dnia. To pozwala zacząć kolejny dzień z dobrym humorem. Ostatnia myśl wieczorem to przeważnie pierwsza myśl rano. I to działa!

Wtedy budzenie dzieci jest łatwiejsze, bo otwierają oczy z dobrymi myślami, a to jest fajne uczucie.

 

Plan na kolejny dzień

Tak samo planujemy dzień wcześniej z dziećmi, co będą jeść na śniadanie.

Dzieci lubią zasady i reguły, lubią wiedzieć co je czeka, wtedy czują się bezpiecznie.

 

Dla naszych dzieci czas nie istnieje. No dobra, powoli zaczynają brać pod uwagę wskazówki zegarka, ale rano czas zwalnia. 

Wstać, umyć się, ubrać, zjeść śniadanie, wybrać do szkoły. Normalnie potrzebujemy na to dwa dni, a musimy zorganizować się w godzinę, albo 1,5 h. Wyzwanie nie lada i chyba nigdy nie będzie rutyną..

A więc zaczynamy budzenie dzieci o 6 rano. 

Czytamy książki, puszczamy audiobooka, zapalamy nocne lampki, budzimy wygłupami, gilgotkami, odstawiamy teatrzyk. 

To są sposoby na zbudowanie dobrego nastroju od pierwszych chwil po otwarciu oczu. Wymaga czasu i zaangażowania, ale oddaje spokój i uśmiech dziecka. 

Czasami ubieramy się na śpiocha, czasami po śniadaniu. 

 

Menu śniadaniowe ustalamy dzień wcześniej i siadamy do stołu bez niespodzianek. Lista posiłków na cały tydzień ustalona z dziećmi, bardzo pomaga uchronić się przed zbędnymi dyskusjami z samego rana.

 

W miarę możliwości angażujemy dzieci do przygotowania śniadania, co oczywiście działa różnie u różnych dzieci. Synek, który jest skowronkiem, z radością smaży sobie jajecznicę, ale córa, która jest sową, budzi się na dobre dopiero w drodze do szkoły, a śniadanie je na półświadomce 😉

 

Pobudka z uśmiechem na twarzy

i zjedzonym śniadaniem, ubranie się w wybrane przez dziecko ciuchy jakby samo nakręca to, że wyjście z domu to już tylko formalność. 

 

To działa u nas. Próbowaliśmy różnych metod budzenia i dzisiaj te sprawdzają się najlepiej. 

 

Każdy człowiek lubi coś innego. To Ty wiesz co sprawia frajdę Twojemu dziecku. 

Wstań wcześniej i zacznij z nim dzień tak, żeby czekało na ten poranek. 

Zrób z tego przygodę. Od otwarcia oczu, po wyjście z domu. 

Powygłupiaj się trochę, pośmiej, pogadaj.

Nie odhaczaj zadań, tylko przeżywaj poranek. 

Rzucając gromy na dziecko i wydając suche polecenia, nie oczekujmy tego, że będzie szczęśliwe i współpracujące.

 

Podsumowując

Zaplanuj wstawanie i przebieg poranka.

Zakończ dzień pozytywną myślą, może jakimś wspomnieniem.

Na każdą czynność daj sobie i dziecku 2 minutki dłużej i schowaj popędzanie do kieszeni. Zamiast strofować, przypomnij jednym słowem: zęby, buty, kurtka, głowa…

 

20200218 post_male

Kocham swoje dziecko, ale czy je lubię?

Kocham swoje dziecko, ale czy je lubię?

❤ Kochamy swoich bliskich. Czasem czy tego chcemy czy nie 😉

I nie mówię tu o relacji damsko-męskiej. W naszej kulturze, przynajmniej w większości, mamy wpływ na to z kim się wiążemy i mamy wybór.

❤ Kochać i lubić, to nie jest jednoznaczne.

❤ Kochamy nasze rodzeństwo, pomimo, że czasem działa nam na nerwy.

❤ Kochamy naszych rodziców, mimo, że czasem mamy dość słuchania narzekania na świat dookoła.

❤ Kochamy nasze dzieci… 

 

Pytanie czy lubimy z nimi spędzać czas?

 

❓ Czy na myśl o spędzeniu popołudnia z moim dzieckiem, ogarnia mnie radość, czy raczej myślę o tym, jakie to będzie męczące, co ono znowu będzie ode mnie chciało?

❓ Czy na myśl o urlopie z dziećmi, nie mogę się doczekać? Czy … “nie mogę się wprost doczekać!”

❓ Czy gdy szef przychodzi do mnie i pyta czy mogę zostać na nadgodziny popołudniu, to w sumie nie wiadomo czemu, z chęcią przyjmuję propozycję, mimo że wrócę do domu o 18, jak dzieci już będą się szykować do kolacji?

 

JA uwielbiam spędzać czas z moimi dziećmi, mimo, że jest to czasami nie lada wysiłek, zwłaszcza po całym dniu obowiązków. 🧘‍♀

 

Gra planszowa, herbatka albo kubek kakao, jakaś smaczna przekąska, i nie ma lepszego sposobu na spędzenie deszczowego popołudnia.

 

JAK TO OSIĄGNĄĆ?

 

KROK I

Zdaj sobie sprawę ze swoich odczuć. Przyznaj się przed samym sobą, jeżeli spędzanie czasu z dziećmi nie sprawia ci zbyt wielkiej frajdy.

Tylko uświadomienie sobie prawdy, pomoże coś zmienić, jeżeli chcesz oczywiście.

Każdy z nas, jako rodzic, miewa lepsze i gorsze dni. Daj sobie prawo do wszelkich uczuć i emocji. Nie zamiataj ich pod dywan i nie ukrywaj, przynajmniej przed samym sobą.

 

KROK II

Znaleźliśmy sposoby na spędzanie wolnego czasu, które wszystkim nam (rodzicom i dzieciom) sprawiają frajdę!

👉 Jeżeli lubię czytać – czytam dzieciom, wynajduje ciekawe książki, np. Harrego Pottera, Kubisia Puchatka, nie muszę czytać w kółko Czerwonego Kapturka 😉

👉 Jeżeli lubię gry – karciane lub planszowe – jest duży wybór dziś na rynku – gier dla dorosłych i dla dzieci – pomagają w budowaniu relacji, liczenie punktów wprowadza maluchy w matematykę, a rozgrywki strategiczne uczą logicznego myślenia. Nasze ulubione:

“Farmer”

“Wsiąść do pociągu”

“Stone Age”

“Carcassone”

… wiele innych

Gramy też często w gry z naszego dzieciństwa:

  • Państwa, miasta
  • Statki
  • Makao

Dzieci mają z tego taką samą frajdę dziś, jak my mieliśmy kiedyś – przede wszystkim uwielbiają grać z nami 😁

Nie muszę grać koniecznie w gry, które mnie nudzą (jak u mnie np. warcaby albo chińczyk 😉)

👉Jeżeli nie mam ochoty na siedzenie w domu – wybieramy łyżwy albo rolki, chłopaki częściej rowery, albo po prostu kopanie piłki.

 

⚠ Znajdź to, co ty lubisz robić, 

⚠ włącz tryb cierpliwości i spokoju 

⚠ naucz swoje dziecko. 

Warto zainwestować swój czas – po kilku razach być może odnajdziecie wspólną pasję.

 

KROK III

Poznaj osobowość swojego dziecka.

Każde dziecko jest inne i sprawiają mu frajdę inne rzeczy.

U nas np. synek lubi bardziej mieć wyniki, jako “achiever”, córa za to, lubi kontemplować i analizować.

 

Idąc np. do zoo – wyznaczamy Antkowi misję, gdzie ma odhaczyć pewne zwierzaki, zebrać informacje, Ala za to ma frajdę z obserwowania zwierząt, cieszy się samym procesem dla procesu.

 

KROK IV

Zamiast koncentrować się na tym, jaka jestem zmęczona i jak mi jest źle, pomyśl o tym, że wspólne chwile możecie budować tylko przez kilka lat waszego wspólnego życia.

Czas upłynie i za kilka lat, dziecko będzie wolało już spędzać czas poza domem (nasz 10-latek w tygodniu jest ledwie jedno popołudnie w domu, w resztę dni widzimy się tylko na śniadaniu i na kolacji).

Spędzając czas z dzieckiem, poświęć mu uwagę w 100%, odłóż telefon, wyłącz telewizor, nie sprzątaj, nie składaj prania. Daj mu czas i uwagę, a ono będzie najszczęśliwsze na świecie.

Szczęśliwe dziecko => spokojne dziecko => szczęśliwy rodzic 😁

 

Tak to działa.

A wy jakie macie sposoby na spędzanie czasu z dziećmi?

A może zdarza Wam się szukać wymówek, żeby tego czasu spędzić mniej?

 

problemy w szkole

Problemy w szkole, na podwórku, z nauczycielami, z rówieśnikami, z… 

Żyjemy w niesamowitych czasach, gdzie z epoki analogowego zapisu danych i ich obróbki z prędkością światła wlecieliśmy do świata cyfrowego.

Pracujemy więcej, a raczej intensywniej, bo przemysł i usługi rozciągnęły się na 24 godziny na dobę, niejednokrotnie 7 dni w tygodniu.

Dzień ma dalej 24h, ale można odnieść wrażenie, że kilka godzin gdzieś zniknęło.

Zabiegani rodzice dodatkowo stają przed obliczem wychowania swoich dzieci na obywateli przystosowanych do życia w przyszłości, mimo, że ta jest całkowicie niewyobrażalna.

 

Problemy jakie dzieci przynoszą do domu, skutecznie burzą porządek dnia i wprowadzają chaos do ogniska rodzinnego.

 

Problemy w szkole, na podwórku, z nauczycielami, z rówieśnikami, z… 

Czasami zachodzę w głowę, jak to było za naszych czasów? Z czym my się mierzyliśmy?

 

Obserwując dzieci, rozmawiając z rodzicami wychodzi na to, że nic się nie zmieniło.

Każde pokolenie ma tak zwany pakiet podstawowy problemów do przejścia.

 

Z czym się mierzy nasze dziecko na co dzień

  • zadania domowe
  • zajęcia pozalekcyjne
  • szkoła w całokształcie
  • to czego my od niego wymagamy – obowiązki domowe
  • zawody miłosne
  • zdradzony sekret przez przyjaciela
  • rówieśnicy śmieją się z niego, z tego w co jest ubrany, jaki ma telefon, albo że go nie ma
  • rówieśnicy śmieją się z niego, że jest mały, chudy, gruby, wysoki, ma duże zęby, odstające uszy…
  • rodzeństwo w domu
  • nasze wymagania na temat tego, że rodzeństwo musi się dogadywać
  • w szkole robiąc to, czego wymaga nauczyciel, uchodzi za kujona – bo jest systematyczne, przeczytało książkę, tym samym ma wiedzę, którą potrzebuje
  • nawet jeżeli nauka mu sama wchodzi do głowy bez wysiłku – rówieśnicy są zazdrośni lub mu dokuczają, że jest kujonem
  • nauka idzie opornie, z różnych względów, uchodzi za barana
  • dziecko, gdy zachowuje się tak jak oczekują rodzice, czyli jest “usłuchane” – jest postrzegane przez rówieśników, jako maminsynek
  • dzieci są bezlitosne, są bezpośrednie, a w dodatku przy dzisiejszych mediach mają dostęp do wyszukanych określeń, które potrafią ranić bardzo mocno

 

Oprócz tych kilkunastu zagadnień wsparliśmy się googlem i wyszło, że w szkole największymi problemami są narkotyki, papierosy, wandalizm i przemoc.

Czytając różne publikacje, okazuje się, że nauczyciele sobie z tym nie radzą, pedagodzy sobie z tym nie radzą, oświata sobie z tym nie radzi.

Dziecko wrzucone jest do szkoły na długie lata i musi sobie z tym wszystkim poradzić, przechodząc przy tym cały okres dojrzewania.

 

Naładowane przeżyciami dziecko wraca do domu, do miejsca bezpiecznego ujścia swoim emocjom.

W tym momencie warto zastanowić się, z jakimi reakcjami ze strony domowników spotyka się dziecko?

  • akceptacja
  • współczucie
  • zrozumienie
  • wyrozumiałość
  • chęć pomocy

 

a może

  • nic się takiego nie stało
  • znowu przeżywasz
  • każdy chodził do szkoły i jakoś przeżył
  • uspokój się już
  • wystarczy
  • muszę odpocząć
  • nie mam na to siły
  • nie możecie jakoś się dogadać
  • kiedyś jeszcze zatęsknisz za szkołą
  • jak ja bym chciał być dzieckiem i mieć twoje problemy

 

Dorosłe życie postawiło na mojej drodze wiele nowych wyzwań, zupełnie innych niż te, z którymi miałem do czynienia jako dziecko.

Wiele doświadczenia zebranego w szkole wykorzystuję w życiu dorosłym.

Patrząc na dziecko, mam plecak doświadczeń i dzięki temu łatwo znaleźć mi rozwiązania, odłączać emocje, patrzeć z dystansu na jego problemy.

 

No i wiadomo, cudze problemy rozwiązuje się najłatwiej.

 

Zatrzymajmy się na chwile przy szkole.

 

To że rano słyszymy – “nie chcę iść do szkoły!!!” – jest wynikiem wielu zmiennych, z których nie zawsze zdajemy sobie w danym momencie sprawę.

 

Usłyszeliśmy kiedyś od synka:

  • Po co mam chodzić do szkoły, skoro ja już to wiem, a Pani w kółko przerabia ten sam temat (np. matma), 

albo

  • Tata, ale my tej matematyki w życiu tak bardzo nie używamy, bo liczą za nas kalkulatory i kasy w sklepach.

 

W dzisiejszych czasach takie argumenty (nuda w szkole i niepraktyczna wiedza) będą się pojawiały coraz częściej.

Używanie wówczas racjonalnych argumentów i próbowanie przekonania dziecka, że nie do końca ma rację, mija się z celem.

 

Lepiej wysłuchać i zrozumieć to co dziecko musi z siebie wyrzucić:

  • Aha, hmm, rozumiem.
  • Wolałbyś robić coś innego w tym czasie?

 

Takie działanie zdejmie wiatr z żagli w narzekaniu młodego. 

 

Załóżmy, że syn przychodzi zdemotywowany przed sprawdzianem:

 

  • Po co mam się uczyć na matematykę, skoro i tak dostanę pałę!?

 

Szukamy przyczyny (nasza hipoteza):

  • Pani go nie lubi?
  • Nie rozumie matmy?
  • Uważa, że jest słaby z matmy?
  • Uważa, że matematyka jest nie potrzebna (nie widzi sensu nauki i dlatego wymyśla argumenty, żeby się nie uczyć)?

 

Żeby poznać prawdziwą przyczynę, mówię do dziecka:

Daj się dziecku wygadać, zadawaj pytania i słuchaj, nie oceniaj, nie próbuj przekonywać.

Jeżeli wtedy poznamy przyczynę, dlaczego dziecko nie chce się uczyć, to możemy znaleźć powód, dla jakiego jednak warto, żeby dziecko się pouczyło.

Ono po tym jak zostało wysłuchane i zrozumiane – będzie chętne do ustąpienia od swojego stanowiska. Ulży mu, bo wyleje z siebie emocje, które miało.

 

Wtedy łatwiej otworzy się na to co mamy do powiedzenia. Możemy mu wytłumaczyć dlaczego szkoła jest ważna i po co ma się właściwie nauczyć na ten sprawdzian.

 

Jeżeli wychowujemy dziecko w poczuciu, że system edukacji jest nieodpowiedni, że to czego dziecko się uczy w szkole i tak mu się nie przyda, że nauczyciele są kiepscy to przede wszystkim nie dziwmy się, że dziecko też tak uważa.

 

  • Jeżeli my sami uważamy, że szkoła i oceny nie są najważniejsze.

Możemy wytłumaczyć dziecku, że szkoła jest według prawa obowiązkowa. Czy chce czy nie chce, do szkoły trzeba chodzić.

 

Jeżeli będzie podchodziło w miarę sumiennie, na czas zaliczało prace domowe, sprawdziany, to będzie miało “spokój” w szkole. Dzięki temu po południu będzie miało czas na to co chce, na zabawę.

Jeżeli jednak nazbiera mu się zaległości, to potem to będzie wymagać dużo więcej czasu (korepetycje, poprawki, zaliczenia).

 

  • Jeżeli wymagamy, żeby dziecko dobrze się uczyło i uważamy, że edukacja jest ważna, mimo tego systemu jaki istnieje,
  • Nie dziwmy się, że dziecko nie czuje autorytetu do szkoły i do nauczycieli.

Pozostaje nam home schooling (dopuszczony w Polsce i wielu rodziców z tego korzysta).

 

Tak naprawdę nieistotne jest, w pierwszym kroku, co jest przyczyną takiej wypowiedzi.

Ważne jest to, aby wywiązał się dialog. Żeby emocje zostały uwolnione.

 

Bez względu na to, z czym mierzy się dziecko, jakie ma problemy, najważniejsze jest umieć przez nie przejść, fizycznie i psychicznie.

Zrozumienie jego położenia, zadanie odpowiednich pytań, nazwanie emocji, uświadomienie gdzie się znajduje ułatwia znalezienie rozwiązań i pomaga zbudować przyjacielską relację.

temat 5

Zostań przyjacielem swojego dziecka na zawsze

Dlaczego dzisiaj, jako dorosła kobieta, dokładnie pamiętam, jak spotkała mnie przykra sytuacja gdy miałam 10 lat, co wtedy powiedział mój tata, co powiedziała moja mama, a nie pamiętam, o czym rozmawiałam z mężem 2 dni temu?

 

Tak działa umysł dziecka. Dla nas, z pozoru błahe sytuacje, dla dziecka sprawy najwyższej wagi – jeżeli wywołają w nim silne emocje, pozostaną na długie lata w jego pamięci, pewnie nawet na zawsze.

 

Kto jest dziś Twoim najlepszym przyjacielem?

Czy jedno (lub oboje!?) z Twoich rodziców należy do tego elitarnego grona?

 

Jeżeli tak – GRATULACJE. Dla Twoich rodziców i dla Ciebie.

 

Za każdą relację między ludźmi, odpowiedzialność ponoszą obie strony.

Jednak w przypadku dziecka, to na nas, dorosłych spoczywa cała odpowiedzialność od samego początku.

 

Spotykam wielu ludzi, których relacje z ich rodzicami i rodzeństwem są dziś dalekie od przyjaznych.

 

Zadra w sercu za to, co się wydarzyło 20, 30 lat temu tkwi do dziś.

 

  • Nigdy nie miałem z ojcem bliskiej relacji, więc nie brakuje mi tego. Nie mam do czego tęsknić – usłyszałam kiedyś.

 

Rodzice nie robili tego specjalnie. Byli najlepszymi rodzicami, jakimi potrafili być.

Wychowywali nas, tak jak sami byli wychowywani.

My z automatu, mniej lub bardziej świadomie, powielamy te schematy. 

 

Czy widząc siebie samych za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat, chcielibyście widzieć wasze dzieci i wnuki tylko z okazji wesel, pogrzebów i Świat Bożego Narodzenia co drugi rok?

 

Czy chcielibyście, aby dzieci odwiedzały Was spontanicznie, z ochotą, bez namawiania, dzwoniły regularnie?

 

Jak wyobrażamy sobie naszą relację z dziećmi przez całe życie?

Naszym celem jest przyjaźń. 

Nie chodzi o to, żebyśmy byli u dzieci na pierwszym miejscu. Ważne, żebyśmy traktowali się z szacunkiem, lubili spędzać ze sobą czas.

 

Wiadomo, że w pewnym wieku rówieśnicy stają się ważniejsi. Rodzice są największym autorytetem w oczach dziecka tylko w najwcześniejszym etapie życia – do ok. 10 lat. Potem jest to trener, starszy kolega, idol..

 

Zastanów się, jakie słowa i teksty wyrzucasz z siebie podczas kłótni, w nerwach, złości?

Jak wyrażasz miłość? W emocjach tracimy kontrolę nad świadomością i podświadomość i nasze programy z dzieciństwa łatwiej dochodzą do głosu.

 

A potem rodzic zły na siebie, ma wyrzuty sumienia, bo wie że powinien zareagować inaczej.. ale już się wydarzyło.. i jak tu zmienić tak silne nawyki?

 

Jeżeli chcę, żeby moja nastoletnia niedługo córka, chciała rozmawiać o swoich problemach ze mną, a nie tylko z koleżankami i kolegami, to muszę zdobyć jej zaufanie już teraz.

 

A ona musi wiedzieć, że cokolwiek się nie wydarzy, czegokolwiek nie przeskrobie, zawsze może przyjść, wypłakać się w domu i kara jej nie spotka.

 

Miłość bez warunków, pomimo wszystko i w każdych okolicznościach -> to jest jedyny sposób na zbudowanie zdrowej relacji na całe życie.

 

Łatwo powiedzieć.. gorzej zrobić…???

 

Wszystko to są umiejętności, których się można nauczyć. A powtarzanie ich z czasem wyrobi nam nowy nawyk.

 

Nasze nowe nawyki są jak mięśnie, im dłużej je ćwiczymy – tym bardziej się wzmacniają.

 

Od czego zacząć???

 

3 x Z -> Zrozum, Zaakceptuj, Zakomunikuj

 

Przede wszystkim zrozum -> zrozumienie to klucz do rozwiązania każdego problemu.

 

W emocjach trudno wczuć się w rolę drugiej strony. Zwłaszcza w złości, gdy podważane jest moje zdanie.

Jednak gdy emocje ochłoną, zastanów się, skąd bierze się zachowanie dziecka. Jakie emocje nim targają.

 

Zaakceptuj -> nie ma złych emocji, każde emocje są nieodłączną częścią życia. Dziecko musi poczuć, że to, że czuje złość, lęk czy smutek, to normalne. Pomoże mu się to uspokoić i w przyszłości samemu radzić sobie z tymi emocjami.

Być może w dzieciństwie słyszałeś teksty typu: “Przestań płakać, nic się nie stało!”

Może nauczyłaś się, że złość to oznaka słabości, albo śmieszności..

Tłumienie w sobie negatywnych emocji jest niezdrowe z wielu względów – to temat na osobną lekcję.

 

Zakomunikuj -> dziecko musi słyszeć od nas pełną akceptację. Czuć to “na własnej skórze”.

Gdy dziecko przyjdzie z płaczem, wybuchnie krzykiem albo wpadnie w histerię – nazwij te uczucia:

  • Widzę, że jesteś nieźle wkurzony / smutny / jest ci przykro, coś się wydarzyło nieprzyjemnego w szkole?

 

  • Jak ktoś oskarży nas o to czego nie zrobiliśmy, to może nam się zrobić naprawdę przykro.

 

Skąd mam wiedzieć co czuje moje dziecko i jak z nim rozmawiać, tak żeby chciało do mnie mówić?

Wszystkiego można się nauczyć. Nie trzeba wymyślać koła na nowo. Są sposoby, opisane w książkach, sprawdzone w praktyce, z których korzystamy od lat.

Dla nas na początku te metody, wydawały się dziwne, jednak z czasem weszły nam w nawyk i teraz są całkowicie naturalne.

20200206 Bunt dziecka - blog i kampania

Jak przeżyć fazę buntu dziecka?

Rodzicielstwo to permanentny czas rewolucji lub powstania dziecięcego. Według google wraz z wiekiem regularnie, bo przy każdym dmuchaniu świeczki na torcie w naszym domu zaczyna się bunt, a nasze kochane dziecko zdejmuje maskę i odkrywa swoje prawdziwe oblicze, wychodzi z cienia jako buntownik z wyboru!

Wpisz do przeglądarki “bunt latka” a powinno Ci wyskoczyć, że faktycznie co roku trzeba szykować się do bitwy.

Czy są sposoby, żeby była to bitwa na poduszki, pełna łez radości, bez zszarganych nerwów, siwych włosów i meliski zamiast ulubionej kawy czy herbaty?

Pisząc te przemyślenia jestem tatą 10-latka, 8-latki i prawie 1-rocznej dzidzi.

Reasumując, zdarzyło nam się w tym czasie być rycerzami Jedi i tymi klasycznymi. Nie zawsze obchodziło się bez nerwów i pamiętam, że kawa również nie była mi potrzebna, bo ciśnienie waliło w sufit do sąsiadów…

Dzieci są mistrzami wyprowadzania rodziców z równowagi. Nie poznałem jeszcze do tej pory rodzica, który nie chodziłby na granicy swojej wytrzymałości lub nawet dawno zapomniał, kiedy ją przekroczył.

A więc jak będąc tylko człowiekiem, w czasie pierwszej dekady życia naszego dziecka nie wyrwać sobie z głowy wszystkich włosów?

Zacznijmy od tego czym jest bunt?

To sprzeciw, protest, opór, niezgoda lub podburzanie. Albo inaczej zorganizowana akcja protestacyjna wobec władzy; zbrojny spisek; rewolucja, przewrót. Zachowania tego typu pojawiać mogą się pod wpływem frustracji i niezadowolenia.

 

Bunt oczami dziecka:

  1. Nauczyłem się mówić – czas to wykorzystać
  2. Krzyk to jedyna słuszna droga komunikacji – do dzieła!
  3. Nauczyłem się chodzić i chcę być mistrzem – zaczynam biegać
  4. Nie potrzebuję hamulców, zawsze hamowałem w twoich ramionach i było bezpiecznie
  5. Biegam coraz lepiej – macie tu jakiś tor przeszkód?
  6. Konsekwencje moich działań nie istnieją! – nie wiem, o czym do mnie mówisz
  7. Mój mózg urósł przez pierwszy rok do ok. ¾ swojej docelowej wielkości – uczę się mnóstwa nowych rzeczy
  8. Mój mózg rośnie – mam w głowie dużo informacji, tylko co z tym zrobić?
  9. Mój mózg rośnie – mam bałagan w głowie, a nie umiem sam tego uporządkować – POMOCY!
  10. Umiem sam – dlaczego ciąglę nie mogę tego robić?
  11. Co to jest – interesuje mnie wszystko w zasięgu mojego wzroku – patrz pkt. 6
  12. Jak to nie mogę ciągnąć za obrus? – patrz pkt. 6
  13. Ja to wiem, nie musisz kończyć za mnie! – potrzebuję tylko trochę więcej czasu niż Ty!
  14. Granice są fajne, ale ciekawe co jest poza nimi? – tato! byłeś kiedyś za granicą naszego miasta? Fajnie było? Ja też chcę za granicę!
  15. Jak to nie masz siły na zabawę? Czekałem na Ciebie cały dzień!
  16. Znowu musisz do pracy, znowu jest coś ważniejszego? – to gdzie były te granice, tam tata zawsze przybiegał!
  17. Jak to mam mu dać łopatkę? – a Ty dasz mu kluczyki od swojego auta?
  18. Ja chcę sam! – przestań mi mówić co mam robić? – Czy babcia dzisiaj mówi, jak masz żyć?

 

Bunt oczami rodzica:

  1. Powiedział mama, jakie to słodkie
  2. Mógłbyś na chwilę przestać gadać?
  3. Zobacz zrobił pierwszy kroczek! – cudownie
  4. Przestań biegać, możesz chwilę posiedzieć spokojnie?
  5. Nie mam czasu, daj ja to zrobię!
  6. Jestem zmęczony, za chwilę!
  7. Dlaczego on tego nie rozumie? 100 razy już mówiłem!
  8. Zrób tak. Co ty o tym wiesz? Ja zęby na tym zjadłem!
  9. Nie wolno!
  10. Nie dotykaj!
  11. Bo zrzucisz!
  12. Wolniej!
  13. Chyba coś do ciebie mówię?
  14. Czemu on znowu płacze?
  15. Przestań wyć! daj mu tę łopatkę!

 

Jak to mówią. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

Zdając sobie sprawę, że moje dziecko potrzebuje pomocy w tym jakże intensywnym i niejednokrotnie trudnym dla siebie okresie, przestałem nazywać jego zachowanie buntem.

Ta z pozoru niewielka zmiana, przestała negatywnie nacechowywać atmosferę między nami. Wraz z buntem wyprowadziły się od nas moje negatywne nastawienia do zachowania dziecka, a zamieszkały z nami wyrozumiałość, zrozumienie, akceptacja i chęć dostrzegania momentów, kiedy mogę być oparciem dla każdego z moich dzieci.

Każdy rok z życia dziecka to cały zestaw nowych umiejętności i treningu potrzebnego, żeby zdobyć w tym czymś czarny pas.

Na początku wiele zachowań jest przesłodkich i zachwyt sięga zenitu. Z czasem jednak kolejne próby stają się męczące i wymagają nakładu czasu i energii rodzica.

W szarości dnia możemy mieć tego po prostu po dziurki w nosie.

Jednak koło toczy się dalej…

Nie mamy już buntu.

Mamy przed sobą małego człowieka, który dużo chce, jest pełny zapału, zmotywowany na 110% i wali w dzień drzemkę, żeby się zregenerować…

 

Co pozostaje w tej sytuacji rodzicowi?

Jak zmierzyć się z wyspanym dzieckiem, mając na głowie cały dom?

  1. Stwórz plan dnia ze wszystkim, co musisz robić, określ rzeczy konieczne do zrobienia i te, bez których przeżyjecie – rób te pierwsze, bez drugich przeżyjesz, w taki sposób zaoszczędzisz energii
  2. Podzielić się obowiązkami domowymi, siedzenie z dzieckiem to też praca, każdy musi odpocząć
  3. Podzielić się czasem z dzieckiem, żeby każdy miał chwilę dla siebie
  4. Jeśli nie mamy nikogo, poprosić kogoś bliskiego o pomoc lub wsparcie
  5. Spojrzeć na sytuację oczami dziecka
  6. Postarać się zrozumieć jego położenie, zadać sobie pytanie, dlaczego się tak zachowuje?
  7. Przytulać, dużo!
  8. Przeorganizować pomieszczenia, żeby dziecko mogło się w miarę bezpiecznie poruszać
  9. Tworzyć tory przeszkód do zabawy
  10. Wspólnie odkrywać nowe rzeczy, np. pokazać wazon, dotknąć firankę. Wytłumaczyć co to jest
  11. Nazywać emocje, które targają dzieckiem – nauczymy go tak określać jego stan
  12. Dużo tłumaczyć
  13. Szukać innych określeń na słowa NIE i NIE WOLNO
  14. Dopasować język do dziecka, żeby miało szansę nas zrozumieć

Dziecko nie robi nam na złość. Czasami nie umie inaczej wyrazić swoich uczuć i emocji. Jednak kiedy nie reagujemy, leci prosto do naszych granic wytrzymałości i tam dostaje uwagę rodzica.

 

Podsumowując

“Kup różowe okulary

Załóż buty nie do pary

Przez różową szybę patrz na świat

Głośno klaśnij czasem w dłonie

Zatańcz z dziadkiem na balkonie

Na zielonej miotle dogoń wiatr”

breastfeeding-2090396_1280

Matka karmiąca nie ma wyboru

Matka karmiąca nie ma wyboru

Musi rzucić wszystko i iść do maleństwa

Nie ważne czym jest zajęta, albo poradzi sobie i nakarmi dziecko w czasie tego co robi, albo ucina nożem, przerywa i znika.

Taki obrót sprawy trwa dopóty, dopóki dziecko nie przejdzie na klasyczny pokarm.

W tym okresie domownicy zdążą przywyknąć do poświęcenia matki, niestety rzadko dostrzegając z czym mierzy się świeżo upieczona mama.

W ruch trafia butelka, kaszki, owocki, słoiczki, potem obiadki i przeważnie domownicy oczekują, że nadal standardowo tematem będzie zajmować się jak dotychczas samica!

Jesteśmy wysoko rozwiniętym gatunkiem Homo sapiens, mamy XXI wiek, nie mieszkamy już w jaskiniach i w naszej rzeczywistości opieka nad potomstwem przypada w udziale każdemu z rodziców

Krótka scenka sprzed paru dni

Kalinka przebudziła się, kiedy Asia miała spotkanie. Normalnie ona idzie ją lula, uspokaja, karmi, nawet nie wiem co dokładnie, bo zawsze robi to ona i najczęściej tego nie widzę.

Tym razem ja musiałem rzucić wszystko i pójść do małej.

Nie było trudno ją uspokoić, rączka, główka, pokołysać, smoczek, kołdra i śpi dalej.

Z czym tym razem musiałem się zmierzyć: rzucić wszystko w jednej chwili, zrezygnować z tego co robiłem i poświęcić czas dziecku, jednocześnie dając go jej mamie.

Niby nie jest to dla mnie nowość, bo Kallinka to nasze trzecie dziecko, a jednak jest właśnie to przyzwyczajenie.

Moje wnioski:

  • Drogie Mamy, znajdźcie w sobie siłę, zaufanie i wiarę i przekazujcie obowiązki tatusiom, nawet jeśli będzie się to wiązać z zostawieniem nas na tzw. lodzie.
  • Drodzy tatowie: ojcostwo nie skończyło się na seksie. Trzeba zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Potomstwo samo się nie wychowa, nie nakarmi, nie przewinie, nie nauczy tego, czego będzie potrzebować w życiu. Łatwo jest wymagać a trudniej zrobić.

W domu chcecie mieć żonę i kochankę czy służbę?

Bez względu na odpowiedź, każda z tych osób potrzebuje czasu dla siebie.

Jestem wdzięczny, że nareszcie mogłem ululać moją najmłodszą córeczkę do snu, a ona mogła poczuć w tamtej chwili, że ma jeszcze tatę. W taki sposób buduję więź między nami.

people-3120717

Samiec alfa na horyzoncie

  • Samiec alfa na horyzoncie… Trzymajcie się, bo idę!

 

Ojcostwo zaczyna się przeważnie bardzo przyjemnie. Namiętność, miłość, uniesienie i jest! Niekiedy zaczyna się nieświadomie… jednak nie kończy się na seksie i wymaganiach, jakie to powinno być moje dziecko!

 

Facet wymiguje się od roboty przy dziecku. Jesteśmy mistrzami szukania sobie zajęć dodatkowych, żeby czegoś tam nie zrobić.

Przykre, ale prawdziwe.

Zmęczony po pracy. Bohater, bo tyra w robocie, zarabia, a matka niech się zajmuje dzieckiem, przecież tylko siedzi w domu.

 

Stawianie wymagań nie jest trudnym zadaniem

  • dziecko powinno to
  • tego nie umie
  • to źle
  • tamto
  • owamto
  • jak ty to robisz
  • czego go uczysz

pretensji można mnożyć.

 

Widzę dużo powodów, kiedy to tatusiowi coś nie pasuje i wymiguje się od zajmowania dzieckiem.

  • pielucha śmierdzi
  • dziecko płacze
  • usypianie trwa wieczność
  • dziecko jest za delikatne
  • musi się wyspać do pracy
  • bo to…
  • bo tamto…

 

Skąd się to bierze?

Tatuś najzwyczajniej czegoś się boi, np. że popsuje dziecko… Jest bezradny. Czuje, że sobie nie radzi.

Oznacza to, że czegoś po prostu nie umie, a nie chce się do tego przyznać!

 

Pamiętam swój pierwszy dzień w domu, kiedy zostałem sam z dzieckiem, a żona poszła do pracy… śniadanie zjadłem skromne z samego rana, bo przecież potem zjem coś większego i okazało się, że kolejny posiłek zjadłem ok. 23… Nie byłem w stanie usiąść i zjeść czegoś w ciągu dnia! Było tyle roboty wokół dziecka… kolejne dni też byłem praktycznie sam na sam z synkiem.

Mi to wystarczyło, żeby już nie czepiać się żony jak nietoperz, że coś jest nie tak w domu czy w organizacji z dzieckiem.

Zrozumiałem jej położenie i poczułem na własnej skórze, co się robi przy maleństwie.

 

Jeśli ojciec jest zmęczony po pracy, a przy dziecku nie ma nic do roboty, tylko nakarmić, przewinąć, spacer i drzemka, a jak jest starsze, to już przecież zajmuje się często sobą samo… to zamieńcie się na kilka dni.

Mama do pracy, a tata zostaje sam z dzieckiem. Ale sam przez noc i dzień, kilka dni. W dzień się zajmuje dzieckiem, a w nocy wstaje, karmi, przewija. No i fajnie, jakby w domu było jeszcze coś do jedzenia, jak mama wróci z pracy. Osobiście zalecam więcej niż jeden dzień i noc ciągiem.

Jeden dzień nie jest miarodajny, można zacisnąć zęby i przetrwać.

 

Jednak każdy kij ma dwa końce.

Mamy muszą wychodzić z domu. Zaufać tatusiowi i zostawić go samego z dzieckiem. Nie myśleć, że ojciec sobie nie poradzi.

Jako tatusiowie nie jesteśmy dopuszczani do dziecka. Wymaga to ogromnego zaufania ze strony matki. Tak samo tatusiowi zależy na jego dobru, chce dla niego to co najlepsze, ale musi mieć możliwość bycia z dzieckiem.

Same instrukcje od matki, jak zajmować się pociechą, nie wystarczają.

Rodzice wychowują dzieci inaczej. Podejście taty i mamy różni się pod wieloma względami. Mimo, że wychowując dziecko, dążą do tego samego, czasami idą do tego celu różnymi, rozbieżnymi drogami, co nie oznacza, że złymi!

 

Chcielibyśmy mieć z dzieckiem więź taką jaką mają mamy od samego poczęcia, od momentu, kiedy czują ruchy. Tatuś buduje dopiero tą więź dopiero po porodzie, jak dziecko jest już na świecie. Niekiedy dochodzi do absurdów i ojciec ma zakaz zbliżania się do dziecka, dotykania, przewijania, karmienia, noszenia, rozmawiania… Wiele tych rzeczy robi źle w oczach matki i tutaj zaczyna się właśnie błędne koło. W którymś momencie odpuszczamy i skoro matka, tak bardzo chce sama, to niech robi, tylko potem się nie dziw, że mnie, tatusia nie ma przy dziecku!

 

Dostaliśmy na samym początku naszej przygody z dziećmi jedną wskazówkę.

Dajcie rodzince i znajomym zabierać dziecko w wózku na spacer. Będzie mogli się zdrzemnąć, wykąpać, coś zjeść. Sami zobaczycie. Jak nie pozwolicie od samego początku, to potem nie będą już przychodzić i chcieć zabrać Wam dziecko choć na chwilę.

Skorzystaliśmy z tej wskazówki. Odważyliśmy się. Zaufaliśmy, że nikt nie zrobi krzywdy naszemu maluszkowi.

 

Opłaciło się. Drzemka zawsze działa cuda 🙂

 

Podsumowanie

  • Wszystko zaczyna się od zaufania i akceptacji
  • Wspierajmy się i uzupełniajmy, a nie konkurujmy
  • Rodzicielstwo to współpraca, a nie rywalizacja
Jak powiedzieć maleństwu NIE z miłością i akceptacją

Jak powiedzieć dziecku NIE z miłością i akceptacją

Zakupowe NIE!

Moje dziecko wróciło wczoraj samo ze szkoły całe podekscytowane, że idzie z koleżanką na zakupy!

Jakaż była moja pierwsza reakcja? Głupia mina i pytanie: „Proszę? Gdzie idziesz?”

Po krótkiej rozmowie dziecko z kieszonkowym i listą zakupów ubierało buciki i dalej podekscytowane szykowało się na wielką przygodę owego popołudnia.

Jak często spotykamy się z pomysłami dzieci, które nie przypadają nam do gustu i w odpowiedzi na rzucony pomysł pada po prostu NIE!

Co sprawia, że uciekamy się do tak prozaicznej odpowiedzi?

Jakie są powody, czym się kierujemy?

Obserwując różne sytuacje starałem się ubrać przyczyny w jakiś wspólny zbiór. Wyszło mi, że kierujemy się bezpieczeństwem, czy to dziecka, czy otoczenia, np. kiedy maluszek interesuje się gniazdkiem z prądem lub chce pchać wózek w sklepie.

Z innej strony dbamy o jego zdrowie, kiedy przed snem dziecko wpada na pomysł dalszej zabawy lub nawet czytania książeczki, przecież musi się wyspać. Albo kiedy chce pobiegać na boso lub pochodzić w cienkich ciuchach, a nam w tej chwili jest raczej zimno, przeziębienie murowane. Objadanie się słodyczami. Chcemy sobie zaoszczędzić roboty i czasu, kiedy po wyjściu ze szkoły, tuż po deszczu z prędkością światła, z telemarkiem ląduje w samym środku kałuży…

Uczymy również jak należy się zachowywać i siedzenie na kolanach przy obiedzie w pewnym wieku po prostu nie przystoi. A i obiadek z zestawem zabawek jest nam nie po drodze. Rozszerzona lista zakupów o kolejną gazetkę, zabawkę lub zestaw słodyczy nie zawsze wchodzi w rachubę.

Innym razem będąc zaproszonym do wspólnego skakania na placu zabaw, kopania piłki, grania w szachy, kolorowania, wycinania, czesania itd. do głosu dochodzą wszystkie stany od zmęczenia po lenistwo. Przecież mi też należy się chwila spokoju. Jednak pomysł na oglądanie TV lub granie na tablecie też nie koniecznie jest strzałem w 10 🎯.

Przykładów można by dalej wymieniać, a końca i tak by nie było widać. Kreatywność naszych pociech nie jednokrotnie nas zaskakuje, a połączona z dobrym humorem dziecka owocuje ich mnogością.

Jako rodzice mamy obowiązek dbać o takie aspekty w życiu dziecka jak bezpieczeństwo, zdrowie, edukacja czy rozwój. Część pomysłów dzieci kategorycznie wiąże się z negacją, np. zabawa nożyczkami w gniazdku z prądem!

NIE! powstaje w momencie, kiedy założenia rodzica nie pokrywają się z założeniami dziecka.

Pytanie tylko, czy nasza reakcja na te pomysły powinna być tak jednoznaczna? Czy użycie słowa NIE! jest słusznym rozwiązaniem?

➡️ Pewien badacz oszacował, że we wczesnym dzieciństwie dziecko słyszy NIE! około 148.000 razy.

➡️ Tylko ile to jest?

👉 Mówiąc 1 raz dziennie, to przez ponad 400 lat

👉 Mówiąc 10 razy dziennie, to przez ok. 40 lat

👉 Mówiąc 50 razy dziennie, to przez ok. 8 lat, odliczając sen to ok. 4 razy w ciągu 1h

👉 Mówiąc 100 razy dziennie, to przez ok. 4 lat, odliczając sen to ok. 8 razy w ciągu 1h

Zabraniamy czegoś dziecku lub negujemy jego pomysły z różnych powodów. 

👉 Czasami słusznych, dla jego bezpieczeństwa… 

👉 Czasami dla świętego spokoju… 

Samo NIE!

jest taką samą odpowiedzią jak: bo tak! Czyli żadną. Nie daje żadnej informacji zwrotnej poza negacją, a w oczach dziecka dodatkowo pokazuje kto ma władzę. Co w rezultacie prowadzi do późniejszego stosowania tej metody przez dziecko.

➡️ Zamieniając NIE! na argumenty, najprzyjaźniej w formie wytłumaczenia, dlaczego akurat w tej chwili nie zgadzamy się pomysłem dziecka, zamieniamy negację na opowieść. Dzieci od najmłodszych lat chętnie słuchają opowiadań. Nawet tych najkrótszych. Z wiekiem tłumaczenia przybierają inną formę, są bardziej konkretne i przeważnie krótsze. Uciekając się do zrobienia analizy przyczynowo-skutkowej udzielamy dziecku lekcji nie tylko do danej sytuacji, ale inwestujemy w jego wiedzę i wyobraźnię, której będzie mogło użyć w przyszłości. Dzieci chłoną wiedzę jak gąbka i chętnie stosują ją w praktyce. Tak samo jak trzymania łyżeczki, możemy nauczyć dziecka nie bawić się przy gniazdku z prądem.

➡️ Czy te powody są prawdziwymi przyczynami naszych zakazów

NIE z programu

Często nam się wydaje, że kierujemy się zdrowiem, bezpieczeństwem i dobrem dziecka, a tym czasem przyczyny leżą zupełnie gdzie indziej.

Mamy wpojone zakazy z naszego dzieciństwa, np. nie skacz po łóżku, nie siedź tak blisko telewizora. Ale tak naprawdę to dlaczego, czym to szkodzi?

Zdarza się tak, że sami się czegoś boimy, np. mamy lęk wysokości i krzyczymy: uważaj! mimo, że nic mu nie grozi. Wydaje nam się, że dziecko może sobie zrobić krzywdę, a tymczasem ono ostrożnie wchodzi i schodzi po schodach.

Może boimy się wyjść na osobę niekonsekwentną, raz powiedzieliśmy: NIE!, to nie chcemy zmieniać zdania.
Albo boimy się tego, co ludzie o nas pomyślą lub powiedzą, np. jeżeli dziecko będzie w brudnych spodniach ze mną na zakupach, to: jak ja mogłam tak dziecko wypuścić z domu, co ze mnie za matka.

Bywa też tak, że coś nas wyprowadziło z równowagi i na pytanie dziecka: tato, czy mogę teraz iść się pobawić do parku, odpowiadamy automatycznie: NIE!

👉 Co może stać się najgorszego w każdej z tych sytuacji? Nie chodzi o to, żeby pozwalać dziecku skakać po meblach, bo ma na to ochotę, tylko, żeby spojrzeć na sytuację z boku i zobaczyć, czy w danej chwili, będzie to wielkie odchylenie od normy i zagrożenie życia dziecka i mebli domowych? Jeśli dziecko waży 12 kg i poskacze po łóżku, to nic się temu łóżku nie stanie, a dziecko się choć trochę wyszaleje. Ale wytłumaczenie dziecku, że podbieganie zbyt blisko ulicy może grozić wypadkiem i wylądowaniem w szpitalu, daje mu obraz realnego zagrożenia. Chodzi o wyznaczenie zasad i granic, które będą jednocześnie chroniły dziecko i świat dookoła i pozwalały na swobodę i radość, kiedy jest to możliwe.

Podsumowując

Stosując opisy i tłumacząc, dlaczego nie można w danej sytuacji czegoś robić uczymy dziecko reguł. Prowadząc rozmowę możemy wspólnie wypracować zbiór zasad, które będą obowiązywać zarówno dzieci jak i rodziców. Wspólne pomysły dadzą dziecku poczucie, że bierze czynny udział w czymś ważnym i to będzie dla niego dodatkowa motywacja do przestrzegania tych zasad.

Kiedy poznamy przyczynę naszych reakcji, zdamy sobie sprawę z różnic w poglądach rodzic-dziecko. Możemy się wtedy zastanowić, czy nasze reakcje są zbieżne z większą całością wychowawczą i naszymi celami wychowawczymi. Okaże się, że będziemy w stanie bardzo mocno zredukować ilość NIE! w reakcjach na pytania i zachowania dziecka.

Czy rodzic może zmienić swoje postrzeganie danej sytuacji i zaakceptować drugą stronę tak, żeby NIE przestało być dominujące i w swojej głowie zmienić nastawienie do pomysłu dziecka, do jego poglądu na świat, do jego wizji swojej przyszłości, które w wieku dziecięcym są jeszcze w sferze marzeń? Jako dorośli wzbraniamy się przed marzeniami. Rzadko wierzymy, że możemy w życiu mieć więcej i przez ten pryzmat „szarego życia” odpowiadamy dziecku NIE.

Swobodne życie dziecka

Swobodne życie dziecka

Swobodne życie dziecka

 

‼️ Nie mając jeszcze dzieci wychowywanie ich było tak proste, że aż ciężko było mi uwierzyć, że ludzie mający dzieci mają z nimi tyle wyzwań.

Czar prysł, kiedy na świecie pojawił się nasz synek, a potem córeczka. Życie szybko zweryfikowało moją wiedzę i umiejętności. Teorie, tezy, przekonania mogłem już na starcie schować do szuflady. W moim życiu zaczęła się nowa przygoda.

 

Niesamowite dla mnie było to, jak silną chęć poznawania świata ma małe dziecko.

 

Jak mocno dąży do tego, żeby móc zrobić coś samodzielnie.

👉 obrócić się na brzuch

👉 podnieść głowę

👉 usiąść

👉 zjeść jak rodzic

👉 chodzić

👉 mówić

👉 bawić się ulubioną zabawką

👉 biegać

 

Im dziecko starsze tym te rzeczy bardziej się zmieniają i stają bardziej złożone. Dziecko łączy parę lub kilka umiejętności naraz i tak tworzy nowe wyzwania.

👉 samodzielna jazda na rowerze i oglądanie świata dookoła

👉 samodzielny powrót ze szkoły i poranne wyjście do szkoły

👉 samodzielne pójście na zakupy, do koleżanki

👉 wyjazd na obóz czy półkolonie

👉 zrobienie sobie jedzenia

👉 zaplanowanie wolnego dnia

👉 wybór szkoły

👉 pogłębianie swoich zainteresowań

👉 majsterkowanie

Przykładów można mnożyć. Rodzice mierzy się z tymi pomysłami każdego dnia.

 

❓ Jaką cechę wspólną mają te wszystkie czynności jakie podejmuje lub chce podjąć dziecko?

Czego wymaga to od rodziców?

Z czym muszą się zmierzyć mama i tata?

 

➡️ Naszym największym wyzwaniem w tym wszystkim jest danie dziecku swobody.

 

Ile razy pragnąłeś, żeby twoje dziecko zajęło się same sobą i nie wisiało nad tobą lub nie angażowało cię we wszystkie zabawy jakie wymyśla?

 

➡️ Wyobraź sobie taką sytuację.

Rodzic. Dziecko. Plac zabaw. Huśtawki, piaskownica, zjeżdżalnia, drabinki, patyki, błoto, żwir, pagórki, krzaki, kałuże.

Twoje dziecko niczym pies spuszczony z łańcucha biega od jednego do drugiego, nie mogąc ogarnąć tego co podpowiada mu wyobraźnia i samo nie wie na co ma się zdecydować. Nie wie od czego zacząć, bo wszystko jest tak interesujące, że najchętniej rozerwałoby się na kilka części i pobawiło wszystkim naraz.

 

Tutaj jednak z tyłu czyha rodzic!

Zakłada dziecku filtr na zabawę.

 

👉 Nie pobrudź się!

👉 Uważaj na gałęzie!

👉 Nie wchodź do kałuży!

👉 Nie zmocz się!

👉 Siedź spokojnie!

👉 Nie huśtaj się tak mocno!

👉 Bo spadniesz!

👉 Nie…!

👉 Nie…!

👉 Nie…!

 

❓ Dziecko 🥺: to po co my tu przyszliśmy ?!?

 

To tak jakbyś wsiadł do ferrari i mógł jechać maksymalnie 50 km/h… lub

trafiła w ręce mistrza Tango i tańczyła przez cały wieczór tylko krok podstawowy…

 

Ile razy spotykamy się z takimi ograniczeniami? (mówię tu o dziecku na placu zabaw, nie o ferrari czy tango 😉)

 

Kontrola w piaskownicy. Narzucanie zabaw. Dyrygowanie gronem maluchów. Trzymanie dziecka pod kloszem, dmuchanie i chuchanie.

 

➡️ Do czego to prowadzi?

➡️ Czego uczy się wtedy dziecko?

➡️ Jaki ma to wpływ na jego przyszłe zachowanie?

➡️ Co z możliwością rozwijania jego potencjału i wyobraźni?

 

Co ty robiłeś, przeżywałeś w dzieciństwie? Na co sobie pozwalałeś, na co pozwalali ci twoi rodzice? O czym rodzice nigdy w życiu się nie dowiedzieli, a te zdarzenia i doświadczenia wpłynęły pozytywnie na twoje późniejsze życie?

 

Jak się dziecko pobrudzi, skaleczy, popłacze, zgubi na placu zabaw, to nauczy się tego, żeby bezmyślnie nie chodzić gdzie się tylko chce. Samo wyciągnie wnioski i będzie takie wydarzenie pamiętać przez długie lata.

 

➡️ Ile razy wróciłeś do domu z rozdrapanym kolanem, łokciem, albo nawet nie przyznałeś się do tego, że coś sobie zrobiłeś?

 

Kiedyś odniesione rany były wyznacznikiem dobrej zabawy.

Dzisiaj w naszych głowach, w głowach rodziców skaleczenie często urasta do wyobrażenia, że dziecko trafi na OIOM.

 

Sam osobiście kiedyś bawiłem się z kolegami na budowie i wlazłem na gwoździa w desce (książkowo). Czego mnie to nauczyło? Czy zniechęciło do dalszego biegania po budowie? Nie! Tylko już nigdy więcej nie wbiegłem na gwoździa. Patrzałem pod nogi.

Przeżyłeś kiedyś coś podobnego?

 

Jak nie zwariować z tą swobodą?

Pozostańmy na chwilę przy tym placu zabaw.

 

👉 Pójść na plac zabaw gdzie będą rówieśnicy

👉 Podrzucając pomysły na zabawę, proponujemy kierunek działania, decyzję pozostawmy dziecku

👉 Pomyśleć o hobby dziecka i poszukanie takiego miejsca do zabawy, żeby dziecko mogło swobodnie i bezpiecznie bawić się w to co uwielbia

👉 Zabawa z innymi dziećmi na placu zabaw ułatwi nam robotę

👉 Jak możesz to puść dziecko samo na ten plac zabaw, a jak nie możesz wytrzymać to przejdź się na krótki spacer i poobserwuj dziecko z daleka, czy sobie radzi i czy się dobrze bawi

👉 Koniecznie wyznaczać granice działania, żeby unikać kontroli, tym samym nauczysz zarówno dziecko jak i samego siebie wzajemnego zaufania

👉 Należy dostosować stopień swobody do wieku dziecka, na co innego pozwolimy maluchowi w piaskownicy, na co innego 7-10 latkowi, a jeszcze inne rzeczy będzie mógł robić nastolatek

👉 Pamiętaj, że im szybciej zaczniesz pozwalać dziecku na swobodne działanie, tym szybciej nauczysz się dostosowywać granice działania do wieku dziecka. Będziesz je poszerzać w naturalny sposób, wraz z wiekiem i rozwojem.

 

➡️ Swoboda to nie tylko zabawa. Organizacja każdej wolnej chwili dla dziecka, też jest swego rodzaju ograniczaniem. Jak każde z nas dziecko potrzebuje chwili wytchnienia, odpoczynku, odskoczni. Wiem, że dziecka nie da się zmęczyć a jeśli już jakimś cudem uda nam się taki wyczyn, to regeneruje się w 10 min i dalej ma pełne baterie ☺

Chodzi o to , że maluch mierzy się na co dzień z wieloma wyzwaniami. Potrzebuje swojego kącika do wyciszenie się, miejsce do przemyśleń, do wypłakania się. Gdzie będzie mogło oczyścić się z tego co w nim siedzi.

 

Dawanie swobody wymaga od nas rodziców ogromnego zaufania do dziecka i powściągliwości przed nadmierną kontrolą. Świadomość tego, że mama czy tata nie są w danej chwili, boli chyba każdego rodzica. Dziecko zaczyna mieć w życiu coraz to nowe autorytety, idoli, wzorce. Dzięki temu kreuje się jego samodzielny światopogląd.

 

➡️ Podsumowując.

Nie popadajmy ze skrajności w skrajność, raz 100% swobody a później 100% kontroli. Znajdźmy sobie na początek 1-2 sytuacji, w których możemy pozwolić dziecku na to czego ono w danej chwili chce, Ustalmy zasady na tą chwilę i się ich trzymajmy. Nie wymagajmy, że dziecko zapamięta te zasady i spokojnie przypominajmy na co się umówiliśmy. Stańmy z boku i obserwujmy dziecko. Cieszmy się wolną chwilą, a oczami wyobraźni sięgnijmy do czasów, kiedy będziemy mogli spokojnie posiedzieć na ławce a nasza pociecha będzie swobodnie i bezpiecznie hasać, gdzie tylko jej się spodoba.

 

Powodzenia!

Nie pozbawiaj dziecka marzeń

Nie pozbawiaj dziecka marzeń

Nie pozbawiaj dziecka marzeń

 

– Mamo, mamo! Już wiem kim zostanę jak dorosnę! Będę budowała statki kosmiczne!… Będę lekarzem!…Będę kapitanem reprezentacji Polski!.. Zostanę gwiazdą Hollywood!

 

Ile razy słyszymy od naszych dzieci szalone pomysły i myślimy: Oj dziecko drogie, życie to nie film.., życie cię zweryfikuje…

– Chcesz konstruować statki kosmiczne, a nie potrafisz się nauczyć tabliczki mnożenia.. zejdź na Ziemię!

Zwłaszcza, gdy dziecko jest coraz starsze, słyszy “dobre rady” w stylu: Nie wygłupiaj się. Musisz zdobyć dobry zawód, który wykarmi Ciebie i Twoją rodzinę, a nie myśleć o głupotach!

Większość rodziców oczywiście mówi to w dobrej wierze:

– chce uchronić swoje dzieci przed rozczarowaniem,

– przed wyśmianiem przez społeczeństwo,

– przed bolesną porażką.

 

Poza tym patrzymy na dzieci przez pryzmat nas samych, naszych zdolności, talentów i osiągnięć.

To, że dzieci dziedziczą po nas geny, to nie znaczy, że będą dobre w tym, w czym my byliśmy, a co najważniejsze, że będą miały te same pasje i zainteresowania co my.

Świat się zmienia w niesamowitym tempie. Kto 20 lat temu pomyślał, że będzie można zarabiać filmikami wideo w internecie, testując sprzęt do gier komputerowych, lub pokazując swoją garderobę!?!? Nie wiemy jakie możliwości i umiejętności będą w cenie za kolejne 20 lat!

 

Któregoś dnia syn przychodzi do mnie ze swoim njlepszym kumplem i pokazując mi ich tradycyjne powitanie mówi:

– Mama, a jak już będę kapitanem reprezentacji Polski, a Luis – reprezentacji Niemiec i spotkamy się na mistrzostwach świata, to też się tak przywitamy 🙂

Mogę na to zareagować tak:

– Synek, daj spokój, ja i twój tata byliśmy zawsze wybierani jako ostatni do drużyny w jakichkolwiek grach zespołowych, a ty tu z reprezentacją wyskakujesz. Liga podwórkowa, a liga profesjonalna to dwie różne pary butów.

Albo tak:

– Hmm, widzę, że wszystko już macie dokładnie zaplanowane..

Wspierając go w snuciu marzeń daję mu wybór, pozwalam na podążanie za jego pasją.

Wbrew moim własnym odniesieniom z dzieciństwa, on uwielbia sport, ma najlepsze oceny z W-Fu, mimo, że jest najmniejszy w klasie. Bo nikt mu nie uświadomił nigdy, że powinno być inaczej.

 

Jeżeli dziecko przyjdzie do nas z pomysłem, że chciałoby uczyć się grać na pianinie, to nie mówmy mu odrazu, że przecież słoń nadepnął mu na ucho i pomysł jest co najmniej śmieszny. Zamiast tego pomyślmy, że może odnajdzie w tym pasję albo hobby na parę lat, które będzie rozwijało jego lewą półkulę mózgu, nauczy go systematyczności, albo po prostu pomoże mu zawrzeć nowe znajomości teraz albo w przyszłości.

Nie pozbawiajmy dziecka marzeń i ambicji już na samym wstępie, tylko dlatego, że my mieliśmy inne, albo że nam nie wyszło.