Jak powiedzieć maleństwu NIE z miłością i akceptacją

Jak powiedzieć dziecku NIE z miłością i akceptacją

Zakupowe NIE!

Moje dziecko wróciło wczoraj samo ze szkoły całe podekscytowane, że idzie z koleżanką na zakupy!

Jakaż była moja pierwsza reakcja? Głupia mina i pytanie: „Proszę? Gdzie idziesz?”

Po krótkiej rozmowie dziecko z kieszonkowym i listą zakupów ubierało buciki i dalej podekscytowane szykowało się na wielką przygodę owego popołudnia.

Jak często spotykamy się z pomysłami dzieci, które nie przypadają nam do gustu i w odpowiedzi na rzucony pomysł pada po prostu NIE!

Co sprawia, że uciekamy się do tak prozaicznej odpowiedzi?

Jakie są powody, czym się kierujemy?

Obserwując różne sytuacje starałem się ubrać przyczyny w jakiś wspólny zbiór. Wyszło mi, że kierujemy się bezpieczeństwem, czy to dziecka, czy otoczenia, np. kiedy maluszek interesuje się gniazdkiem z prądem lub chce pchać wózek w sklepie.

Z innej strony dbamy o jego zdrowie, kiedy przed snem dziecko wpada na pomysł dalszej zabawy lub nawet czytania książeczki, przecież musi się wyspać. Albo kiedy chce pobiegać na boso lub pochodzić w cienkich ciuchach, a nam w tej chwili jest raczej zimno, przeziębienie murowane. Objadanie się słodyczami. Chcemy sobie zaoszczędzić roboty i czasu, kiedy po wyjściu ze szkoły, tuż po deszczu z prędkością światła, z telemarkiem ląduje w samym środku kałuży…

Uczymy również jak należy się zachowywać i siedzenie na kolanach przy obiedzie w pewnym wieku po prostu nie przystoi. A i obiadek z zestawem zabawek jest nam nie po drodze. Rozszerzona lista zakupów o kolejną gazetkę, zabawkę lub zestaw słodyczy nie zawsze wchodzi w rachubę.

Innym razem będąc zaproszonym do wspólnego skakania na placu zabaw, kopania piłki, grania w szachy, kolorowania, wycinania, czesania itd. do głosu dochodzą wszystkie stany od zmęczenia po lenistwo. Przecież mi też należy się chwila spokoju. Jednak pomysł na oglądanie TV lub granie na tablecie też nie koniecznie jest strzałem w 10 🎯.

Przykładów można by dalej wymieniać, a końca i tak by nie było widać. Kreatywność naszych pociech nie jednokrotnie nas zaskakuje, a połączona z dobrym humorem dziecka owocuje ich mnogością.

Jako rodzice mamy obowiązek dbać o takie aspekty w życiu dziecka jak bezpieczeństwo, zdrowie, edukacja czy rozwój. Część pomysłów dzieci kategorycznie wiąże się z negacją, np. zabawa nożyczkami w gniazdku z prądem!

NIE! powstaje w momencie, kiedy założenia rodzica nie pokrywają się z założeniami dziecka.

Pytanie tylko, czy nasza reakcja na te pomysły powinna być tak jednoznaczna? Czy użycie słowa NIE! jest słusznym rozwiązaniem?

➡️ Pewien badacz oszacował, że we wczesnym dzieciństwie dziecko słyszy NIE! około 148.000 razy.

➡️ Tylko ile to jest?

👉 Mówiąc 1 raz dziennie, to przez ponad 400 lat

👉 Mówiąc 10 razy dziennie, to przez ok. 40 lat

👉 Mówiąc 50 razy dziennie, to przez ok. 8 lat, odliczając sen to ok. 4 razy w ciągu 1h

👉 Mówiąc 100 razy dziennie, to przez ok. 4 lat, odliczając sen to ok. 8 razy w ciągu 1h

Zabraniamy czegoś dziecku lub negujemy jego pomysły z różnych powodów. 

👉 Czasami słusznych, dla jego bezpieczeństwa… 

👉 Czasami dla świętego spokoju… 

Samo NIE!

jest taką samą odpowiedzią jak: bo tak! Czyli żadną. Nie daje żadnej informacji zwrotnej poza negacją, a w oczach dziecka dodatkowo pokazuje kto ma władzę. Co w rezultacie prowadzi do późniejszego stosowania tej metody przez dziecko.

➡️ Zamieniając NIE! na argumenty, najprzyjaźniej w formie wytłumaczenia, dlaczego akurat w tej chwili nie zgadzamy się pomysłem dziecka, zamieniamy negację na opowieść. Dzieci od najmłodszych lat chętnie słuchają opowiadań. Nawet tych najkrótszych. Z wiekiem tłumaczenia przybierają inną formę, są bardziej konkretne i przeważnie krótsze. Uciekając się do zrobienia analizy przyczynowo-skutkowej udzielamy dziecku lekcji nie tylko do danej sytuacji, ale inwestujemy w jego wiedzę i wyobraźnię, której będzie mogło użyć w przyszłości. Dzieci chłoną wiedzę jak gąbka i chętnie stosują ją w praktyce. Tak samo jak trzymania łyżeczki, możemy nauczyć dziecka nie bawić się przy gniazdku z prądem.

➡️ Czy te powody są prawdziwymi przyczynami naszych zakazów

NIE z programu

Często nam się wydaje, że kierujemy się zdrowiem, bezpieczeństwem i dobrem dziecka, a tym czasem przyczyny leżą zupełnie gdzie indziej.

Mamy wpojone zakazy z naszego dzieciństwa, np. nie skacz po łóżku, nie siedź tak blisko telewizora. Ale tak naprawdę to dlaczego, czym to szkodzi?

Zdarza się tak, że sami się czegoś boimy, np. mamy lęk wysokości i krzyczymy: uważaj! mimo, że nic mu nie grozi. Wydaje nam się, że dziecko może sobie zrobić krzywdę, a tymczasem ono ostrożnie wchodzi i schodzi po schodach.

Może boimy się wyjść na osobę niekonsekwentną, raz powiedzieliśmy: NIE!, to nie chcemy zmieniać zdania.
Albo boimy się tego, co ludzie o nas pomyślą lub powiedzą, np. jeżeli dziecko będzie w brudnych spodniach ze mną na zakupach, to: jak ja mogłam tak dziecko wypuścić z domu, co ze mnie za matka.

Bywa też tak, że coś nas wyprowadziło z równowagi i na pytanie dziecka: tato, czy mogę teraz iść się pobawić do parku, odpowiadamy automatycznie: NIE!

👉 Co może stać się najgorszego w każdej z tych sytuacji? Nie chodzi o to, żeby pozwalać dziecku skakać po meblach, bo ma na to ochotę, tylko, żeby spojrzeć na sytuację z boku i zobaczyć, czy w danej chwili, będzie to wielkie odchylenie od normy i zagrożenie życia dziecka i mebli domowych? Jeśli dziecko waży 12 kg i poskacze po łóżku, to nic się temu łóżku nie stanie, a dziecko się choć trochę wyszaleje. Ale wytłumaczenie dziecku, że podbieganie zbyt blisko ulicy może grozić wypadkiem i wylądowaniem w szpitalu, daje mu obraz realnego zagrożenia. Chodzi o wyznaczenie zasad i granic, które będą jednocześnie chroniły dziecko i świat dookoła i pozwalały na swobodę i radość, kiedy jest to możliwe.

Podsumowując

Stosując opisy i tłumacząc, dlaczego nie można w danej sytuacji czegoś robić uczymy dziecko reguł. Prowadząc rozmowę możemy wspólnie wypracować zbiór zasad, które będą obowiązywać zarówno dzieci jak i rodziców. Wspólne pomysły dadzą dziecku poczucie, że bierze czynny udział w czymś ważnym i to będzie dla niego dodatkowa motywacja do przestrzegania tych zasad.

Kiedy poznamy przyczynę naszych reakcji, zdamy sobie sprawę z różnic w poglądach rodzic-dziecko. Możemy się wtedy zastanowić, czy nasze reakcje są zbieżne z większą całością wychowawczą i naszymi celami wychowawczymi. Okaże się, że będziemy w stanie bardzo mocno zredukować ilość NIE! w reakcjach na pytania i zachowania dziecka.

Czy rodzic może zmienić swoje postrzeganie danej sytuacji i zaakceptować drugą stronę tak, żeby NIE przestało być dominujące i w swojej głowie zmienić nastawienie do pomysłu dziecka, do jego poglądu na świat, do jego wizji swojej przyszłości, które w wieku dziecięcym są jeszcze w sferze marzeń? Jako dorośli wzbraniamy się przed marzeniami. Rzadko wierzymy, że możemy w życiu mieć więcej i przez ten pryzmat „szarego życia” odpowiadamy dziecku NIE.