Problemy w szkole, na podwórku, z nauczycielami, z rówieśnikami, z… 

Żyjemy w niesamowitych czasach, gdzie z epoki analogowego zapisu danych i ich obróbki z prędkością światła wlecieliśmy do świata cyfrowego.

Pracujemy więcej, a raczej intensywniej, bo przemysł i usługi rozciągnęły się na 24 godziny na dobę, niejednokrotnie 7 dni w tygodniu.

Dzień ma dalej 24h, ale można odnieść wrażenie, że kilka godzin gdzieś zniknęło.

Zabiegani rodzice dodatkowo stają przed obliczem wychowania swoich dzieci na obywateli przystosowanych do życia w przyszłości, mimo, że ta jest całkowicie niewyobrażalna.

 

Problemy jakie dzieci przynoszą do domu, skutecznie burzą porządek dnia i wprowadzają chaos do ogniska rodzinnego.

 

Problemy w szkole, na podwórku, z nauczycielami, z rówieśnikami, z… 

Czasami zachodzę w głowę, jak to było za naszych czasów? Z czym my się mierzyliśmy?

 

Obserwując dzieci, rozmawiając z rodzicami wychodzi na to, że nic się nie zmieniło.

Każde pokolenie ma tak zwany pakiet podstawowy problemów do przejścia.

 

Z czym się mierzy nasze dziecko na co dzień

  • zadania domowe
  • zajęcia pozalekcyjne
  • szkoła w całokształcie
  • to czego my od niego wymagamy – obowiązki domowe
  • zawody miłosne
  • zdradzony sekret przez przyjaciela
  • rówieśnicy śmieją się z niego, z tego w co jest ubrany, jaki ma telefon, albo że go nie ma
  • rówieśnicy śmieją się z niego, że jest mały, chudy, gruby, wysoki, ma duże zęby, odstające uszy…
  • rodzeństwo w domu
  • nasze wymagania na temat tego, że rodzeństwo musi się dogadywać
  • w szkole robiąc to, czego wymaga nauczyciel, uchodzi za kujona – bo jest systematyczne, przeczytało książkę, tym samym ma wiedzę, którą potrzebuje
  • nawet jeżeli nauka mu sama wchodzi do głowy bez wysiłku – rówieśnicy są zazdrośni lub mu dokuczają, że jest kujonem
  • nauka idzie opornie, z różnych względów, uchodzi za barana
  • dziecko, gdy zachowuje się tak jak oczekują rodzice, czyli jest “usłuchane” – jest postrzegane przez rówieśników, jako maminsynek
  • dzieci są bezlitosne, są bezpośrednie, a w dodatku przy dzisiejszych mediach mają dostęp do wyszukanych określeń, które potrafią ranić bardzo mocno

 

Oprócz tych kilkunastu zagadnień wsparliśmy się googlem i wyszło, że w szkole największymi problemami są narkotyki, papierosy, wandalizm i przemoc.

Czytając różne publikacje, okazuje się, że nauczyciele sobie z tym nie radzą, pedagodzy sobie z tym nie radzą, oświata sobie z tym nie radzi.

Dziecko wrzucone jest do szkoły na długie lata i musi sobie z tym wszystkim poradzić, przechodząc przy tym cały okres dojrzewania.

 

Naładowane przeżyciami dziecko wraca do domu, do miejsca bezpiecznego ujścia swoim emocjom.

W tym momencie warto zastanowić się, z jakimi reakcjami ze strony domowników spotyka się dziecko?

  • akceptacja
  • współczucie
  • zrozumienie
  • wyrozumiałość
  • chęć pomocy

 

a może

  • nic się takiego nie stało
  • znowu przeżywasz
  • każdy chodził do szkoły i jakoś przeżył
  • uspokój się już
  • wystarczy
  • muszę odpocząć
  • nie mam na to siły
  • nie możecie jakoś się dogadać
  • kiedyś jeszcze zatęsknisz za szkołą
  • jak ja bym chciał być dzieckiem i mieć twoje problemy

 

Dorosłe życie postawiło na mojej drodze wiele nowych wyzwań, zupełnie innych niż te, z którymi miałem do czynienia jako dziecko.

Wiele doświadczenia zebranego w szkole wykorzystuję w życiu dorosłym.

Patrząc na dziecko, mam plecak doświadczeń i dzięki temu łatwo znaleźć mi rozwiązania, odłączać emocje, patrzeć z dystansu na jego problemy.

 

No i wiadomo, cudze problemy rozwiązuje się najłatwiej.

 

Zatrzymajmy się na chwile przy szkole.

 

To że rano słyszymy – “nie chcę iść do szkoły!!!” – jest wynikiem wielu zmiennych, z których nie zawsze zdajemy sobie w danym momencie sprawę.

 

Usłyszeliśmy kiedyś od synka:

  • Po co mam chodzić do szkoły, skoro ja już to wiem, a Pani w kółko przerabia ten sam temat (np. matma), 

albo

  • Tata, ale my tej matematyki w życiu tak bardzo nie używamy, bo liczą za nas kalkulatory i kasy w sklepach.

 

W dzisiejszych czasach takie argumenty (nuda w szkole i niepraktyczna wiedza) będą się pojawiały coraz częściej.

Używanie wówczas racjonalnych argumentów i próbowanie przekonania dziecka, że nie do końca ma rację, mija się z celem.

 

Lepiej wysłuchać i zrozumieć to co dziecko musi z siebie wyrzucić:

  • Aha, hmm, rozumiem.
  • Wolałbyś robić coś innego w tym czasie?

 

Takie działanie zdejmie wiatr z żagli w narzekaniu młodego. 

 

Załóżmy, że syn przychodzi zdemotywowany przed sprawdzianem:

 

  • Po co mam się uczyć na matematykę, skoro i tak dostanę pałę!?

 

Szukamy przyczyny (nasza hipoteza):

  • Pani go nie lubi?
  • Nie rozumie matmy?
  • Uważa, że jest słaby z matmy?
  • Uważa, że matematyka jest nie potrzebna (nie widzi sensu nauki i dlatego wymyśla argumenty, żeby się nie uczyć)?

 

Żeby poznać prawdziwą przyczynę, mówię do dziecka:

Daj się dziecku wygadać, zadawaj pytania i słuchaj, nie oceniaj, nie próbuj przekonywać.

Jeżeli wtedy poznamy przyczynę, dlaczego dziecko nie chce się uczyć, to możemy znaleźć powód, dla jakiego jednak warto, żeby dziecko się pouczyło.

Ono po tym jak zostało wysłuchane i zrozumiane – będzie chętne do ustąpienia od swojego stanowiska. Ulży mu, bo wyleje z siebie emocje, które miało.

 

Wtedy łatwiej otworzy się na to co mamy do powiedzenia. Możemy mu wytłumaczyć dlaczego szkoła jest ważna i po co ma się właściwie nauczyć na ten sprawdzian.

 

Jeżeli wychowujemy dziecko w poczuciu, że system edukacji jest nieodpowiedni, że to czego dziecko się uczy w szkole i tak mu się nie przyda, że nauczyciele są kiepscy to przede wszystkim nie dziwmy się, że dziecko też tak uważa.

 

  • Jeżeli my sami uważamy, że szkoła i oceny nie są najważniejsze.

Możemy wytłumaczyć dziecku, że szkoła jest według prawa obowiązkowa. Czy chce czy nie chce, do szkoły trzeba chodzić.

 

Jeżeli będzie podchodziło w miarę sumiennie, na czas zaliczało prace domowe, sprawdziany, to będzie miało “spokój” w szkole. Dzięki temu po południu będzie miało czas na to co chce, na zabawę.

Jeżeli jednak nazbiera mu się zaległości, to potem to będzie wymagać dużo więcej czasu (korepetycje, poprawki, zaliczenia).

 

  • Jeżeli wymagamy, żeby dziecko dobrze się uczyło i uważamy, że edukacja jest ważna, mimo tego systemu jaki istnieje,
  • Nie dziwmy się, że dziecko nie czuje autorytetu do szkoły i do nauczycieli.

Pozostaje nam home schooling (dopuszczony w Polsce i wielu rodziców z tego korzysta).

 

Tak naprawdę nieistotne jest, w pierwszym kroku, co jest przyczyną takiej wypowiedzi.

Ważne jest to, aby wywiązał się dialog. Żeby emocje zostały uwolnione.

 

Bez względu na to, z czym mierzy się dziecko, jakie ma problemy, najważniejsze jest umieć przez nie przejść, fizycznie i psychicznie.

Zrozumienie jego położenia, zadanie odpowiednich pytań, nazwanie emocji, uświadomienie gdzie się znajduje ułatwia znalezienie rozwiązań i pomaga zbudować przyjacielską relację.